Wojtuś urodził się z ciężką wadą serca - HLHS. Ten Blog założony został dla wszystkich przyjaciół, którzy w wielu ciężkich chwilach pomagają Wojtusiowi, aby na bieżąco mogli śledzić jego losy. Chcieliśmy również podzielić się z innymi rodzicami dzieci z HLHS naszymi doświadczeniami i przemyśleniami. Ponadto mamy nadzieję, że Blog ten będzie również cennym źródłem informacji dla rodziców, którzy oczekują maleństwa z HLHS.
Możliwość komentowania Operacja została wyłączona

Po 8 dniach spędzonych na Kardiologii przeniesiono nas na Kardiochirurgię. Operację zaplanowano na 26 stycznia. Stan Wojtusia pogarszał się. Tętno, nawet podczas snu, wzrastało mu do 230.  Byliśmy przerażeni… Tym bardziej, że wiedzieliśmy, że ta operacja powinna być przeprowadzona w ciągu pierwszych 7 dni życia, a Wojtuś miał już 16 dni. Lekarze tłumaczyli nam, że czekają aż nasz maluszek przybierze na wadze. Tego dnia rano przygotowaliśmy Wojtusia do operacji i odprowadziliśmy go na blok operacyjny – oczywiście tylko do czerwonej linii – dalej już nie pozwolono nam pójść. Operacja miała trwać 8-10 godzin. Pojechaliśmy do domu, bo czekanie na korytarzu szpitalnym w niczym by nam nie pomogło. Nagle zadzwonił telefon. Zadzwonił lekarz, który miał operować Wojtusia. W jednej sekundzie zrobiło mi się słabo i całe życie stanęło mi przed oczami… Na szczęście nie chodziło o najgorsze. Operacja musiała zostać przełożona, ponieważ anestezjolodzy chcąc założyć kaniulę dożylną przebili niestety tętnicę i to z obu stron szyi. Podobno u takich maluszków to się zdarza, bardzo rzadko ale się zdarza…

Operację przełożono na 29 stycznia. I tym razem przygotowaliśmy Wojtusia do zabiegu i zaprowadziliśmy go na blok. Tym razem było nam już łatwiej – nie wiem dlaczego. Byliśmy spokojniejsi. Może podświadomie wiedzieliśmy, że wszystko będzie dobrze. I było.
Wojtuś spędził na sali pooperacyjnej 7 dni. W tym czasie nie mogłam z nim przebywać. Pozwolono nam tylko wpadać codziennie na kilka minut, żeby go zobaczyć z daleka przez szybę i porozmawiać z lekarzem dyżurnym. Przez trzy dni leżał z otwartą klatką na wszelki wypadek, gdyby się coś działo. Cztery dni był zaintubowany i jego oddech wspomagała maszyna. Po pięciu dniach okazało się, że zbiera mu się płyn w płucach (to też się często zdarza), więc na kolejne dwa dni założono mu dren. Nie wyobrażacie sobie jak to wyglądało… Moja kruszynka i ogromne sprzęty i monitory, kilka kabli z lekami  podłączonych do pomp, cewnik, dreny – normalnie masakra.

A Wojtuś to wszystko dzielnie zniósł. Po powrocie na oddział nie było najlepiej. Moje spokojne dotąd dzieciątko płakało bez przerwy… Już sama nie wiedziałam co robić. Lekarze wyjaśnili mi, że to z powodu odstawienia morfiny. Maluszki po takich operacjach dostają dużo tego leku i bardzo szybko się uzależniają. To była przyczyna jego zachowania. Ale dostał słabsze leki przeciwbólowe i powoli mój synek wrócił do siebie.

Po kilku dniach zaczęto odstawiać mu po kolei różne leki. Zaczęliśmy marzyć o powrocie do domu. Ta cudowna wiadomość przyszła do nas w piątek w południe 26 lutego. Z radości płakałam jak bóbr. Na szczęście dzień wcześniej dostaliśmy nieoficjalną informację, że jest szansa na wyjście (ale jak nie masz wypisu w ręku, to nie ciesz się jeszcze! – tak mówiły mi inne mamy). Ale mając nadzieję, że wyjdziemy Łukasz w ciągu jednego dnia urządził kącik dla Wojtusia. Kupił łóżeczko, materacyk, kołderkę, pościel, wanienkę – generalnie wszystko co było potrzebne. Przed porodem kupiliśmy tylko kilka ubranek… Ale udało się. Tata spisał się na medal.

Kilka fotek Wojtusia po operacji:

Po operacji


Serce Wojtusia © 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Design: Magnus Jepson, tłumaczenie: Wordpress design